Jak firmy-krzaki próbują Cię przestraszyć…
(i dlaczego im to nie wychodzi)
Czy zdarzyło Ci się kiedyś otworzyć maila i dowiedzieć się, że Twoja firma w internecie… w zasadzie nie istnieje? Że Twoja strona, w którą włożyłeś serce, czas i budżet, jest niewidoczna niczym duch? Spokojnie, odstaw melisę. Prawdopodobnie właśnie padłeś ofiarą „masowego ataku eksperckiego” firmy, która analizę Twojej witryny zrobiła w czasie krótszym, niż Ty parzysz poranną kawę. ☕️
Ostatnio na moją skrzynkę (tak, skrzynkę osoby, która zawodowo buduje i pozycjonuje strony) wpadła taka oto „perełka”. Usiądźcie wygodnie, bo to będzie lekcja o tym, jak NIE robić marketingu.
🚩 Scenariusz grozy: „Ma Pan zero fraz w TOP 10!”
Dostałem wiadomość, że moja strona plugin.net.pl stoi w miejscu, a Google o niej zapomniało. Autor maila, z odwagą godną kaskadera, stwierdził pogrubioną czcionką, że na pierwszą stronę wyników wyszukiwania nie wchodzi absolutnie nic. Zero. Null. 🚫
Problem w tym, że… to ordynarne kłamstwo. 🤥
Kiedy pozycjonujesz stronę pod konkretne, dochodowe frazy i widzisz ją codziennie w ścisłej czołówce, taki mail wywołuje uśmiech politowania. Ale wyobraźcie sobie przedsiębiorcę, który nie siedzi w SEO na co dzień. Taka informacja ma wywołać strach i poczucie pilności. To klasyczna manipulacja bazująca na niewiedzy.
🤖 Robot zamiast człowieka, czyli “Analiza” przez kopiuj-wklej
Dlaczego firmy wysyłają takie bzdury? To proste:
- Automatyzacja bez filtra: Programy do masowej wysyłki zaciągają błędne dane lub sprawdzają frazy, które kompletnie nie mają znaczenia dla Twojego biznesu.
- Psychologia strachu: „Pańska konkurencja przejmuje rynek!” – to zdanie ma sprawić, że spanikujesz i wykręcisz numer do „ratownika”.
- Brak weryfikacji: Gdyby autor maila choć raz kliknął w zakładkę „O nas” na mojej stronie, wiedziałby, że pisze do kogoś, kto SEO zjada na śniadanie. Ups. 🤦♂️
🛠 Jak to wygląda od kuchni (Rank Math, Yoast i Algorytmy)
Prawdziwe pozycjonowanie to nie są czary. To rzetelna praca z narzędziami takimi jak m.in. Rank Math czy Yoast SEO, ale przede wszystkim – zrozumienie algorytmów Google. 🧠
- Google nie patrzy na „ilość” fraz, ale na ich jakość. Co z tego, że będziesz w TOP 1 na frazę „dlaczego woda jest mokra”, skoro sprzedajesz wtyczki do WordPressa albo silniki do samolotów…??
- Wtyczki SEO to tylko drogowskazy. Nawet najlepiej skonfigurowany Rank Math nie pomoże, jeśli treść jest generowana przez bota dla bota, nie jest logiczna i upchane są w niej tylko treści pod algorytmy.
- Algorytmy Google (takie jak Helpful Content Update) promują autentyczność. Spamerskie teksty to dokładne przeciwieństwo tego, co Google chce widzieć w sieci.
💡 Jak rozpoznać „firmę-krzak” w 30 sekund?
Zanim odpiszesz na „atrakcyjną ofertę poprawy widoczności”, sprawdź te punkty:
- Brak konkretów: Piszą o „wielu frazach”, ale nie podają ani jednej konkretnej? Czerwona flaga! 🚩
- Obietnice bez pokrycia: „Gwarantujemy TOP 1 w tydzień”. Spoiler: Nikt nie może tego zagwarantować. Nawet Google.
- Błędy logiczne: Twierdzą, że strona ma 0 fraz, podczas gdy Ty właśnie wszedłeś na nią z Google? Gratulacje, właśnie odkryłeś kłamstwo.
A co z Januszami Social Media?. Czyli jak wejść na gotowe i wystawić fakturę
Myślisz, że ten festiwal absurdu dotyczy tylko SEO? Nic z tych rzeczy. W świecie Social Mediów mechanizm „naciągania na analizę” działa identycznie, a może nawet bardziej bezczelnie. 🤡
Największy paradoks? Te super-oferty od „ekspertów” od siedmiu boleści lądują w Twojej skrzynce dokładnie wtedy, gdy… zacząłeś być widoczny. Kiedy Twoje Rolki kręcą zasięgi, a posty zbierają zaangażowanie (bo robisz to dobrze sam albo masz od tego ogarniętego speca), nagle pojawia się on: „Social Media Ninja” z ofertą ratunkową.
Ich plan jest prosty i perfidny:
- Skok na rozgrzany algorytm: Widzą, że Twoje konto „żre”. Chcą wejść na gotowe, nic nie zmieniać, a po miesiącu przypisać sobie zasługi za Twoją ciężką pracę. „Widzi Pan? Odkąd nas Pan zatrudnił, zasięgi są wysokie!” (Szkoda tylko, że były takie już wcześniej). 📈
- Cena, która powinna krzyczeć: UCIEKAJ! Oferty za 300-500 zł za „pełną obsługę” to najstarsza pułapka świata. Realna, profesjonalna obsługa SM to godziny planowania, strategii, montażu wideo i moderacji. Jeśli ktoś wycenia to na ułamek stawki rynkowej, to znaczy, że albo nie ma pojęcia co robi, albo planuje zrobić „kopiuj-wklej” z Canvy i zniknąć. 🚩Ewentualnie podpisać umowę na nic nierobienie – a potem trzymać kilka miesięcy po pare set złotych na okresie wypowiedzenia umowy…
- Pułapka „taniej usługi”: Lampka ostrzegawcza często nie zapala się przy podpisaniu umowy, ale świeci oślepiającym światłem, gdy próbujesz zrezygnować. Nagle okazuje się, że nie masz dostępów do własnych kont, faktury dziwnie rosną, a „ekspert” zapadł się pod ziemię.
Wtedy najczęściej słyszę w słuchawce: „Panie Kacprze… co ja mam teraz zrobić? Jak z tego wybrnąć? Jak odzyskać dostęp do strony na Facebooku?”. 📞
Pamiętajcie: Realna obsługa Social Media to złożony proces, a nie „wrzucanie obrazków”. To kawał solidnej roboty, która chcieć czy nie chcieć musi kosztować, bo ktoś się temu poświęca i spędza przy tym nie mało czasu. Ktoś, kto rzuca zanętę na śmiesznie niskie kwoty, zazwyczaj chce Cię po prostu „ciachnąć” na parę miesięcy abonamentu i zostawić z bałaganem, który i tak będziemy musieli później wspólnie posprzątać.
Podsumowanie: Nie daj się złapać na „haczyk” 🎣
Współpraca z profesjonalistą powinna opierać się na zaufaniu i transparentności. Jeśli pierwszy kontakt z firmą to manipulacja, to strach pomyśleć, co dzieje się później.
Moja odpowiedź do owych „ekspertów” była krótka: żądanie usunięcia danych i zapowiedź tego artykułu. Niech to będzie przestroga. Edukujmy się, sprawdzajmy dane i nie dajmy się naciągać na pseudo-nowoczesne nazwy, za którymi stoi tylko tani skrypt do spamu. ✋
Chcesz porozmawiać o swojej stronie? A może interesuje Cie uczciwa i realna obsługa Social Media?
Zapraszam do KONTAKT