

UGC – marketingowy „minimalizm” czyli zwykła ściema i lenistwo…
Zapewne część z Was słyszała ostatnio o modzie na UGC i „brzydkie grafiki”…
Przykładowe grafiki zrobione na szybko (te nadajace się do publikacji przykładowo na Facebook oczywiście można jeszcze podszlifować – ale tu chodzi tylko i aż o ten kontrast – bo podobno nawet zrzut ekranu z WORD oddaje lepiej niż profesjonalna cyfrowa grafika)
Kolejny genialny wynalazek agencji, żeby skasować fakturę przy zerowym nakładzie pracy. Brak grafika w zespole? Brak kompetencji? Żaden problem! Powiemy klientowi, że „teraz to się sprzedaje”, i wypchniemy projekt kolanem w Paincie.
To wizerunkowy strzał w kolano. Owszem, odbiorca zatrzyma kciuka na takim poście (łapiemy Dwell Time) – ale tylko po to, żeby z niedowierzaniem przetrzeć oczy lub zwyczajnie nas wyśmiać.
Taka okładka – a produkt za setki złotych, albo dziesiąt tysięcy? no chyba nie…
Dałem taki szybki przykład – pierwszy z brzegu: branża bram garażowych, bo wielu ma i każdy wie że to nie 200 czy 500 zł…
Krótkie przedstawienie sytuacji UGC vs. profesjonalny grafik
Scenariusz z lewek(UGC): Zdjęcie bramy zrobione kalkulatorem, zamazane/mało wyraźne tło, jaskrawe napisy i pomieszane fonty…
Efekt? Klient widzi „Janusza montażu”. Skoro firma żałuje do 200 zł na estetyczną prezentację, to czy można im zaufać przy montażu mechaniki za kilkanaście tysięcy? Czy ta brama nie spadnie nikomu na głowę, skoro firma „oszczędza” na każdym kroku?
Scenariusz B (Profesjonalny Brand): Wysokiej jakości fotografia z realizacji. Zadbano o porządek po montażu. Widać teksturę materiału, precyzyjne spasowanie z elewacją, a obok minimalistyczny, czytelny komunikat o trwałości na lata.
Efekt? Budujesz autorytet. Klient widzi standard, za który warto zapłacić – czasem nawet więcej. Spójny wizerunek broni Twoich stawek i mówi za Ciebie: „Jesteśmy fachowcami/profesjonalistami” – to wysokiej klasy produkt”
Kolejny trend – w mojej opinii nie do końca uczciwy wobec odbiorców
Nie dajcie się wciągnąć w bzdurne trendy, które służą tylko „utwardzaniu stawek” pseudo-marketingowców przy jednoczesnym cięciu ich nakładów pracy. Markę i zaufanie buduje się latami, a jeden „trend” może to zrujnować w tydzień. Chyba, że to celowy zabieg – klienci zrujnują swój wizerunek, a następnie te same agencje za pół roku, jak rycerz na białym koniu – zjawią się, żeby na Twój koszt ten wizerunek odbudowywać.
UGC sprawdza się, gdy dorabiasz po godzinach grabiąc liście sąsiadom. Jeśli jednak prowadzisz biznes i walczysz o klienta…
– postaw na jakość, która nie wymaga tłumaczenia.
Moje realizacje FACEBOOK
Więcej podpowiedzi z branży TUTAJ